piątek, 15 listopada 2013

Epilog.

Trzy miesiące później..

Piękna perłowa sukienka wsunęła się na moje ciało. Perrie spojrzała na mnie z błyskiem w oczach i dopięła suwak na plecach.
Spojrzałam w lustro, analizując każdy szczegół sukienki. Piękna, do kolan. Taka jaką zawsze chciałam.
-Jeszcze tylko fryzura. - oznajmiła blondynka, przygotowując wszystkie przyrządy. Usiadłam na obrotowym krześle, w mojej sypialni, ciągle patrząc na swoje odbicie. Ktoś zapukał do drewnianych drzwi.
-Czego?! - warknęła zdenerwowana Perrie, majstrując przy moich włosach.
-To ja. - damski głos zabrzmiał. Klamka opadła a drzwi rozszerzyły się. Krucha dziewczyna o krótkich, prostych, blond włosach weszła do pokoju, od razu zamykając je. Uśmiechnęła się szeroko, czym jej zawtórowałam.
-Jak się czujesz? - zapytałam po chwili.
-Jestem podekscytowana. - pisnęła jak najciszej umiała - Niall wygląda jak Bóg!
-Ej, nie mów mi - zaśmiałam się klepiąc ją po ręce. Ona przewróciła oczami zabawnie i usiadła na łóżku. - jak wyglądam?
Wstałam z krzesła i obróciłam się kilka razy wokół własnej osi. Dziewczyny dokładnie przyglądały mi się, z uśmiechem.
-Jak z bajki. - oznajmiła Perrie. Jess zgodziła się z nią, potakując. Ostatni raz spojrzałam w lustro, po czym w trójkę wyszłyśmy z pokoju. Powolnym krokiem, tak aby nie złamać nogi w moich czarnych szpilkach, zeszłam ze schodów.
Westchnęłam głośno. Zaczynamy.
-Niall, gotowy? - zapytałam podniesionym głosem. Zza ściany wyszło trzech chłopaków, ale żaden z nich nie był moim przyszłym mężem. Zayn, Louis i Harry zagwizdali głośno. Spuściłam zawstydzona wzrok na ziemię, by nie ujrzeli moich czerwonych policzków.
-Ej, nie podrywajcie mojej dziewczyny! - krzyknął blondyn. Zaśmiałam się głośno, a oni pokręcili głową.
-Po co? - zapytał Lou - ja mam Harry'ego. - loczek na słowa szatyna złapał jego rękę i mocno ścisnął.
-No właśnie - odszczeknął Zayn - ja mam Pezz. - przygryzł wargę patrząc na blondynkę, a ona zachichotała i wtuliła się w Mulata.
-Dlaczego ten krawat nie chce się normalnie ułożyć? - blondyn mówił do siebie, wychodząc zza dwuskrzydłowych drzwi do salonu. Zaśmiałam się, kręcąc głową z dezaprobatą.
Podeszłam do blondyna, odciągnęłam jego dłonie od krawatu i sama zawiązałam tak jak być powinien zawiązany.
Niall otworzył oczy szeroko, widząc mnie. Zaśmiałam się, strzepując niewidzialny pyłek z jego barków.
-Wyglądasz.. pięknie. - szepnął patrząc mi w oczy.
-Ty też...- chłopak zbliżył się do mnie i obdarzył czułym i namiętny pocałunkiem.
-Ale słodko. - mówiła Jess.
-Dobra gołąbki, musimy się zbierać. - Zayn mówił, przeczesując swoje włosy. Jego żona złapała go za rękę i wciągnęła z domu, Harry i Lou musieli niestety się rozstać, by nikt nie podejrzewał że coś ich łączy. Szatyn cmoknął swojego chłopaka w usta i wybiegł radosny za parą. Uśmiechnęłam się, widząc zarumienionego loczka.
Jednak Harry jako dżentelmen, jak i dla kobiet, nastawił ramię ku Jess. Ta zdezorientowana popatrzała za niego. Po chwili jednak zrozumiała o co mu chodzi i wzięła go pod rękę. Wyszli z domu, kierując się do czarnej limuzyny.
-Stresuję się. - mruknęłam, łapiąc blondyna za dłoń.
-Spokojnie, to ma być najlepszy dzień w twoim życiu. Nie możesz się denerwować. - jego ciepłe usta dotknęły mojego czoła, przypieczętowując je.
Irlandczyk pociągnął mnie delikatnie i wyszliśmy z domu. Zamknęłam drzwi kluczem, a już po kilku minutach siedzieliśmy w białym Rolls Royce.

-

-Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Demetrią Morgan i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. - blondyn patrzył mi oczy, a mnie zaczęło jeszcze bardziej skręcać w żołądku.
-Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Niallem Horanem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.- wydusiłam w końcu z siebie zdenerwowana. Farbowany zauważył moją treme i uśmiechnął się lekko.
-Po złożeniu przysięgi ślubnej przez narzeczonych urzędnik stanu cywilnego mówi:
Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Demetrii Morgan i Pana Niall'a Horana został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki.

Jessica zrobiła kilka kroków w moją stronę. Wyciągnęła dłonie z czerwoną poduszeczką. Oboje wzięliśmy obrączki, po czym włożyliśmy je sobie na palce. Uśmiechnęłam się szeroko. Poczułam jak kilka łez spływa po moich policzkach. Niall szybko starł je kciukiem, uśmiechając się czule.

-Dokumentem, który stwierdza fakt zawarcia Związku Małżeńskiego jest Akt Małżeństwa sporządzony w Księdze Małżeństw pod nr pięćset dwadzieścia dziewięć, proszę Państwa o podpisanie tego aktu. - mówił mężczyzna. Dłonią pokazał na stolik obok. Podeszliśmy do niego razem z Jess i Liamem  po czym oboje złożyliśmy swoje podpisy na papierze - Złożenie podpisów wieńczy zawarcie związku małżeństwa. - rzekł, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
Wróciliśmy na poprzednie miejsca. Niall złapał moje dłonie, przybliżył się do mnie i namiętnie pocałował. Oddałam to, uśmiechając się do siebie.
Oklaski zastąpiły głuchą ciszę. Moi rodzice jak i mojego męża, uściskali się nawzajem.
-Ale ja nie sprzątam po imprezie. - szepnął mi na ucho, a ja zaśmiałam się głośno i klepnęłam w klatkę piersiową. - żono.
-Dam sobie radę.. - pokazałam mu język - mężu.
Oplotłam ręce wokół jego karku, a jego dłonie spoczęły na moich biodrach.
-Kocham Cię. - szepnął mi od ust - na zawsze.
-Na zawsze. - ponownie złączyliśmy swoje usta w namiętnym pocałunku.

-

-Czy zgodzisz się ze mną zatańczyć? - męski, niski głos zagłuszył gwar ludzi. Spojrzałam w górę i ujrzałam moje ojca. Uśmiechnęłam się, łapiąc jego dłoń.
-Jak najbardziej. - wstałam i razem z ojcem zrobiłam kilka kroków w stronę parkietu. 
On złapał mnie w pasie, a ja położyłam dłonie na jego ramionach. Poruszaliśmy się w rytm piosenki, patrząc na siebie.
-Oh, moja mała córeczka. - westchnął z uśmiechem - dopiero co uczyłaś się pisać..
-Tato.. - jęknęłam - jestem już dorosła, ale zawsze będę dla ciebie małą córeczką. - uśmiechnęłam się, wtulając w jego czarny garnitur.
-Jak dobrze że w końcu jesteś szczęśliwa. - mruknął przytulając mnie mocno.
-Ja też się cieszę. - szepnęłam, a muzyka skończyła się.
Mężczyzna rozluźnił uścisk. Podziękowałam i oddaliłam się od taty. Rozglądnęłam się za Niallem, jednak nigdzie go nie było.
Wyszłam z dusznego salonu i skierowałam się do ogrodu. Spostrzegłam pare znanych mi sylwetek, więc odsunęłam szklane drzwi i szybkim krokiem podeszłam do chłopaków.
-Szukam was wszędzie. - westchnęłam. Blondyn objął mnie ramieniem i cmoknął w czoło. - co to robicie? Jest zimno - zadrżałam.
-Gadamy sobie. - mruknął farbowany, dopiero teraz poczułam nieprzyjemną woń alkoholu
-Niall.. mam nadzieję, że nie wpiłeś dużo?
-No co ty.. - zrobił mały kroczek w tył, udowadniając mi to, że alkohol zawładnął jego ciałem. - mam pomysł - nagle ożywił się - chodź ze mną.
Chwycił mocno mój nadgarstek i pociągnął do środka domu. Minęliśmy duży salon z gośćmi i popędziliśmy po schodach na górę. Niall stawiał odważnie kroki w stronę naszej sypialni. Otwarłam buzię chcąc zaprzeczyć wejścia do środka, ale on wciągnął mnie tam i otworzył małe okno na przeciwko łóżka.
-Co ty robisz? - zapytałam zdezorientowana.
-Odkryłem to niedawno. - pokazał dłonią okno.
-Że się je otwiera? - zaśmiałam się głośno. - Niall..
-Nie o to chodzi. - złapał się za głowę, chichocząc. - zdejmij buty - westchnął.
Zrzuciłam szpilki ze stóp. On wystawił obie nogi na zewnątrz i stanął na półmetrowym w szerokości daszku. Spojrzał w górę, a ja zdziwiona podniosłam jedną brew do góry.
Co on wyprawia?
-Podaj mi ręce i stań koło mnie - rozkazał, wystawiając ręce w moją stronę. Mocno chwyciłam je i przystanęłam koło męża. - popatrz - wskazał na dach. Podniosłam wzrok.
-No i..? - zapytałam.
-Wejdź na górę. Pomogę ci. - złapał mnie za biodra, po czym uniósł nad ziemię. Szybko wspięłam się na dach i usiadłam na nim. Po chwili blondyn znalazł się koło mnie. Uśmiechnięty objął mnie ramieniem, a drugą dłonią pokazał na niebo.
-Lubię tu siedzieć. - odezwał się po chwili. - przyjemnie i cicho.
Spojrzałam na gwieździste, piękne niebo. Uśmiechnęłam się wtulając w Irlandczyka.
-Piękne. - szepnęłam.
-Zamarzyłem, że w dzień naszego ślubu zabiorę cię tu i pokażę ci to wszystko. W końcu, bez fleszy, pisku fanów.. - wychrypiał.
-Nie tęsknisz za tym? Nie żałujesz tej decyzji? - pytałam.
-W pewnym sensie trochę mi smutno. Będzie mi brakowało koncertów, tego wszystkiego.. - tłumaczył - ale oni zrozumieli, że chcę założyć rodzinę, być szczęśliwy.. No i uszy mnie już nie bolą - zażartował.
Wybuchnęłam śmiechem razem z chłopakiem.
-Ale mam nadzieję, że nasze małżeństwo będzie trwało dłużej. - mruknęłam, trochę spokojniej.
-Będzie trwało już zawsze. - mówił poważnie.
-Masz rację Niall, nawet po śmierci, obiecujesz? - zapytałam z nadzieją.
-Obiecuję. - szepnął złączając nasze usta w pełnym miłości pocałunku.

Zawsze, na zawsze. 
Po śmierci, w niebie. 
Będziemy patrzeć na siebie.
Z miłością taką jak kiedyś.
Jak wtedy gdy spotkaliśmy się.
I wtedy gdy powiedziałeś mi 'Kocham Cię'
I przy łożu śmierci
Gdy obiecałeś mi 
że zawsze będziesz przy mnie
i będziesz kochał mnie.*

----
Muszę przyznać, że się popłakałam na końcu, bo miałam akurat smutną piosenkę włączoną.
To już koniec, uh..
Na prawdę zależy mi na komentarzach.
Proszę, dajcie jeden, z opinią, napiszcie wszystko co chcecie.
Ale chciałabym, żebyście pozostawili coś po sobie.
Proszę..

*SAMA TO WYMYŚLIŁAM

Już niedługo wstawię tu link do nowego opowiadania o Louisie. 
Mam nadzieję, że też będziecie czytać. 

Na prawdę dziękuję wam za czytanie, za komentarze i za to, że wspieraliście mnie.

Dziękuję, kocham was. 
x

czwartek, 14 listopada 2013

HALO

Dobra, ja się biorę za epilog, a wy w tym czasie wchodźcie na te oto blogi :


-http://one-direction-love-trouble.blogspot.com/

koniec reklam, teraz możecie spamować linkami w komentarzach :))

BIORĘ SIĘ ZA EPILOG, ALE DODAM GO JAK BĘDZIE 30 KOMENTARZY :)

OJEJ, DZIĘKUJĘ, KOCHAM WAS ♥

wtorek, 12 listopada 2013

Reklama!

A więc pewna osoba poprosiła mnie, bym zareklamowała jej bloga.
Oczywiście, możecie do mnie pisać, to zareklamuję go.

http://www.fanfik1d.blogspot.com/?m=1#_=_ - dziewczyna pisze super, ale niestety nie ma komentarzy..

Więc postarajmy się i skomentujmy!

PS. W komentarzach możecie reklamować swoje blogi ;)
PS2. Czekam na komentarze pod rozdziałem!

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 39.

Zapukałam delikatnie do drzwi. Gdy usłyszałam ciche "proszę" ze strony Liama, otwarłam drzwi i weszłam razem z Davidem i Niallem do sali. Chłopak siedział na łóżku, trzymając za rękę blondynę.
-Wszystko okej? - zapytałam przyjaciółkę. Spojrzała na mnie uśmiechając się delikatnie - czyli mam to brać za "tak"?
-Jest wszystko w porządku. - potwierdził Liam patrząc ciągle na swoją dziewczynę. - muszę się zbierać, kochanie.
-Dobrze. - kiwnęła głową. Ten nagle wpił się w jej usta delikatnie. Ona odwzajemniła to z uśmiechem. Ja wtuliłam się w Nialla, patrząc na całą sytuację. Odwróciłam wzrok na małego. Ten patrzał na mnie z dołu, swoimi malutkimi oczkami.
Niall odchrząknął przerywając pieszczoty pary. Liam przetarł usta palcami i podszedł do mnie.
-Dzięki za popilnowanie małego - odebrał ode mnie nosidełko.
-Możesz na nas liczyć. - uśmiechnęłam się ciepło. Ten odwzajemnił to, a po chwili wyszedł.
-My też się będziemy zbierać. - blondyn spojrzał na mnie, a jego oczy zaświeciły się. - wpadniemy za kilka dni. Dobrze? - zapytał.
-Pewnie - uśmiechnęła się.
Pożegnaliśmy się z dziewczyną, po czym ruszyliśmy do domu.

-

-Jestem zmęczona - wymamrotałam gdy ten zaczął całować mnie w szyję. Złapałam się blatu kuchennego i odchyliłam głowę. - ale to przyjemne. - zachichotałam.
Ten zamruczał, oplatając swoje dłonie wokół moich bioder. Przygryzł moją skórę, a ja syknęłam i odepchnęłam chłopaka. Farbowany zaśmiał się i pocałował mnie w czoło.
-Co robimy? - zajęczał głośno - nudzi mi sięę..
Przewróciłam oczami i chciałam odejść, jednak ten zatrzymał mnie i przyciągnął do siebie.
-Demiiiii.. - zajęczał znów, a ja westchnęłam.
-Jesteś ćwok. - zrobiłam minę obrażonego dziecka i skrzyżowałam ręce na piersi. Niall zrobił grymas na twarzy i odwrócił swój wzrok na coś za oknem. Jego mina spoważniała, a uścisk rozluźnił się.
Z przerażeniem odwróciłam wzrok i spojrzałam za szybę. Jednak nic tam nie dostrzegłam. Co go tak przeraziło? Gdy wróciłam na poprzednie miejsce, nikogo przy mnie nie było.
Serce zabiło szybciej. Odgarnęłam włosy i ruszyłam do holu. Ale tam też nic. Pobiegłam na górę i gdy już miałam skręcać w lewo, coś pociągnęło mnie za biodra. Uniosłam się nad ziemią. Zapiszczałam głośno, chcąc uderzyć napastnika.
-Co tak groźnie? - blondyn zapytał niosąc mnie wzdłuż korytarza. - za tego ćwoka.
-Puszczaj! - chichotałam wiercąc się w jego ramionach. On zachwiał się pare razy i upadł na ziemię, a ja razem z nim. - jesteś głupi. - śmiałam się leżąc na Irlandczyku.
-Ehh.. ktoś musi. - westchnął po czym wybuchł śmiechem. Spojrzałam na niego uśmiechając się. To jest zbyt zaraźliwe, żeby się nie śmiać. Wtuliłam się w blondyna śmiejąc się głośno. - no co?
-Nic, nic.. - spojrzałam na niego. - kocham Cię.
On poruszył zabawnie brwiami i cmoknął mnie w polik, co wywołało ponowny napad śmiechu.
-Może wstaniemy? - zapytał po chwili - wiesz, twardo tu..
-Oh, jasne. - podniosłam się z ciała chłopaka i podałam mu rękę. Z wahaniem przyjął ją i wstał za nogi.
-Marco dzwonił po południu, gdy byliśmy w szpitalu. Mówił, że mam przyjechać do studia koło ósmej. - westchnęłam strzepując niewidzialny pyłek z jego czarnej bluzki. - ale to nie potrwa długo. Chce tylko żebym przesłuchała muzykę do nowej piosenki. Może mu coś pomogę.. a jak wrócę, to coś porobimy, hm? - zapytałam. Na jego twarzy pojawił się grymas. - to nie potrwa długo.
-Mogę jechać z Tobą? - zapytał z nadzieją.
-Możesz mnie podwieźć. - zaśmiałam się przytulając go.
Westchnął i pogłaskał moje plecy.
Nawet po wytłumaczeniu Niallowi, że nic mnie nie łączy z ciemnowłosym, on i tak jest zazdrosny. Jednakże, taka już natura blondyna, a ja muszę się z nią pogodzić.
-Dobrze. - westchnął głęboko - ale poczekam pod studiem.
-Jesteś kochany - uśmiechnęłam się słodko, na co on cmoknął delikatnie czubek mojego nosa i spojrzał na zegarek.
-Mamy piętnaście minut. - zmarszczył nos.
-Szybko! - pociągnęłam go za rękę i zbiegłam na dół do holu. Ubrałam moje czarne trampki, gdy on w tym samym czasie otwarł auto które stało na podjeździe. Szybko chwyciłam kluczyki i zamknęłam dom.
Wsiadłam do auta, od razu łapiąc pas. Ten zaśmiał się powoli siadając na miejscu kierowcy.
-Spokojnie - śmiał się - zdążymy. Do studia jest dziesięć minut.
Odetchnęłam i oparłam głowę o siedzenie.
-Nadal jestem przyzwyczajona do starego domu - westchnęłam. On ponownie zaśmiał się i odpalił auto.

-

-Sory za spóźnienie - wpadłam do dużego pokoju. Marco wciągnął głośno powietrze i spojrzał mi w oczy. - jesteś bardzo zły?
-Biorąc pod uwagę to, że nie mieszkasz aż tak blisko i się dopiero co przeprowadziłaś, przymknę na to oko, chociaż nie lubię gdy ktoś się spóźnia. - mówił poważnie, co mnie przestraszyło. Po chwili uśmiechnął się szeroko i rozłożył ramiona. Przytuliłam go na przywitanie.
-Chcesz usłyszeć melodię? - zapytał siadając na krześle.
-Pewnie. - wzruszyłam ramionami spoglądając na głośnik, z którego miała wypłynąć melodia. Marco nacisnął "play" na laptopie, a melodia zaczęła się.
Przymknęłam oczy, nasłuchując gry gitary. Uśmiechnęłam się do siebie.
-Piękne. - szepnęłam. - z kim to robiłeś?
-Z bandem. - wyszczerzył zęby. - myślałem nad tym dość długo. Chłopaki mają dużo szalonych pomysłów na teledyski. Pomyślałem, że tym razem trochę powagi im nie zaszkodzi.
-Ktoś oprócz nas to słyszał? - zapytałam.
-Chłopaki tego nie słyszeli, tylko band, ja, Ty i menagerowie.. - mówił.
-Kiedy ją usłyszą?
-Po jutrze. Trzeba jeszcze dopracować pare szczegółów. - zapewnił mnie. - to wszystko na dzisiaj.
-Dzięki, że mi pokazałeś. - uśmiechnęłam się szeroko, targając jego włosy. - jesteś najlepszy.
Uśmiechnął się czule i ściągnął moją rękę z jego włosów.
-A jak tam u Ciebie i Nialla? - zapytał po chwili ciszy. - słyszałem o ślubie. Chyba nie.. - spojrzał na mój brzuch.
-Nie! - uniosłam się żartobliwie. - nie jestem w ciąży. I na razie nie zamierzam mieć dziecka. - wytłumaczyłam.
-Oh. - wyglądał jakby kamień spadł mu z serca, co mnie zdziwiło - myślałem, że oświadczył ci się z powodu dziecka..
-Uważasz, że Niall musiałby mi się oświadczyć, gdybym była w ciąży? Z przymusu? Nie będę miała dziecka, a Niall mnie kocha i dlatego się pobieramy - uniosłam jedną brew, mówiąc - Nie rozumiem Cię
-Nie o to mi chodziło.. - westchnął - nie ważne.
-Hm.. okej. - przeczesałam moje włosy palcami - będę się zbierała.
-Do zobaczenia. - mruknął grzebiąc w tekstach.
-Do zobaczenia. - odpowiedziałam i wyszłam z pokoju.
Skierowałam się do windy. Nacisnęłam małe kółeczko, by po chwili drzwi windy uchyliły się. Niall stał tam oparty o ściankę. Spojrzał na mnie uśmiechając się szelmowsko.
-Długo Cię nie było. - mruknął wystawiając do mnie rękę.
-Piętnaście minut? - uniosłam jedną brew łapiąc jego dłoń. Wciągnął mnie do środka i przycisnął guzik najniższego piętra.
-To dla mnie dużo. - mówił spokojnie, patrząc mi w oczy. - Chciałbym coś zrobić romantycznego. Dla nas. Chciałbym Cie gdzieś zabrać, spędzić z Tobą czas bez aparatów, chłopaków, niczego. Tylko my. Ale co ja zrobię? - spuścił wzrok - nigdy nie byłem zbytnio romantyczny sam z siebie. To chłopaki mi podali pomysł z restauracją. Jestem do niczego.. - westchnął - chciałabym..
-To dla mnie wiele znaczy, wiesz? - przybliżyłam się do niego, a on odgarnął kosmyk włosów za moje ucho - ale mi wystarczy to, że mieszkamy razem i spędzamy czas w domu. Na prawdę nie potrzebuję niczego specjalnego by być szczęśliwą. - skończyłam, gdy akurat winda zatrzymała się, a metalowe drzwi rozsunęły.
Chłopak delikatnie pociągnął mnie za rękę i wyprowadził z budynku.
Od razu rzucił mi się w oczy tłum dziewczyn, krzyczące imię Nialla. Piski i krzyki również niszczyły moje uszy. Blask fleszy oślepił mnie, przez co zamknęłam oczy i wpadłam na Nialla. Złapał mnie w pasie i szybko wyprowadził z tłumu.
Wpadłam do auta, od razu zamykając drzwi. Po chwili znalazł się tam też Niall. Zapalił auto i nie zważając na nic, odjechał z piskiem opon.
-Wszystko w porządku? - zapytał po kilku minutach jazdy.
-Tak... tak. Trochę oczy mnie bolą. - wymamrotałam, ciągle przecierając powieki.
-Ludzie są wredni. To już kolejny raz. - szepnął, dodając gazu. - obiecuję Ci, że wyjedziemy stąd. Już nikt nam nie będzie przeszkadzał. Obiecuję. - ścisnął mocno kierownicę, a jego kostki stały się prawie białe.
-Ale Niall.. co z..
-Jestem w stanie zrezygnować z kariery. Chcę być szczęśliwy z Tobą, już zawsze. I chcę wyjechać. - przerwał mi.
-Nie pozwolę Ci. - szepnęłam.
-Chcesz bym był nieszczęśliwy? - zapytał ciężkim tonem. - Zespół jest dla mnie ważny. Chłopaki są ważni, ale nie zależy mi na sławie. Ty jesteś najważniejsza.
Nie odpowiedziałam. Odwróciłam wzrok za szybę, i do końca drogi panowała między nami cisza.

-

"Ludzie! Dajcie nam trochę przestrzeni, my też jesteśmy ludźmi! Jestem zły." 

Przeczytałam Tweet Niall'a. Tysiące odpowiedzi od fanów. Jedni byli oburzeni, drudzy wspierali nas. Przetarłam ekran kciukiem i odłożyłam telefon.
-Jesteś głodna? - zapytał wchodząc do salonu.
-Nie. - mruknęłam. - chcę iść spać. Jest późno. - wstałam i ruszyłam w stronę holu. Ale ten chwycił mnie za nadgarstek, przez co zatrzymałam się w półkroku.
-Położyć się z Tobą? - ścisnął moją dłoń.
-Muszę pomyśleć. Przyjdź później. - mówiłam cicho. On puścił moją rękę, pozwalając mi na odejście. Szybko wbiegłam po schodach i weszłam do sypialni.
Chwyciłam pierwszą lepszą koszulkę blondyna, po czym zatopiłam się w białej, pierzastej pościeli.

Czy on na prawdę chce z rezygnować z tego co osiągnął, tylko dlatego, że mi coś przeszkadza? Dlaczego, zawsze musi być coś źle?
A co jeśli ma rację? Co jeśli, na prawdę nie zależy mu na sławie, tylko na spokojnym życiu, właśnie ze mną?

Co mam zrobić?

Dobrze, Niall. Bądźmy szczęśliwi.

-

Noooo okejjjj... jest ostatni rozdział, a teraz zabieram się za epilog. 
Ile dacie rady dać komentarzy? 
Postarajcie się jak najwięcej, dobrze? 

Kocham, zbieram się za epilog.

wtorek, 5 listopada 2013

Ehh..

Nie martwcie się. Zacznę o tego, że rozdział się pisze, niestety nie tak szybko jakbyście chcieli.

Drugą sprawą jest to, że niektórzy z was myślą, że usunę tego bloga.
NIE MA TAKIEJ OPCJI.
Blog zostaję, jednakże zaczynam nowego o Louisie.
Już niedługo zrobię szablon i wszystko co powinno się na nim znaleźć.

Jeśli chcecie wiedzieć cokolwiek o nowym lub tym blogu zapraszam na mojego ask'a :

KLIKNIJ TU

Możecie pytać o dalsze losy Demi i Nialla (znaczy nie będę wam mówiła wszystkiego, ale mogę coś zdradzić.)
Lub o następnego bloga o Louisie.

Pozdrawiam, za niedługo rozdział.

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 38.

Weiczór z moim chłopakiem - jak zawsze, przyniósł dużo śmiechu i zabawy..
I co z tego, że grupka ludzi za nami non stop chodziła? I co z tego, że mamy już miliony zdjęć, które zrobiono na jednej ulicy?
Muszę się przyzwyczaić. Chociaż jestem już ponad półtora roku z blondynem, nadal irytują mnie niektórzy  ludzie.
-Restauracja czy fast food? - blondyn zapytał rozglądając się po szerokiej ulicy ze sklepami z każdej strony. Splótł bardziej nasze dłonie, gdy zauważył, że się rozluźniają. Spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami, chociaż ja swój wzrok utrzymywałam na ziemi. - co jest? - spytał zatrzymując się.
-Co? - podniosłam głowę. - nie, nic..
-Demi, halo. - zbliżył się do mojego ucha - halo, halo.
Roześmiałam się cicho, kręcąc głową. Jak on to robi, że jest taki zabawny, mówiąc zaledwie jedno słowo?
-Denerwują mnie aparaty, nie przejmuj się. - moje kąciki ust podniosły się delikatnie. - chodźmy.
-Oh, to może gdzieś wejdziemy? Jesteś głodna? - zapytał trochę speszony.
-Może pojedziemy do domu i odpoczniemy? Najchętniej bym się położyła na kanapie razem z Tobą. - zaproponowałam, a on uśmiechnął się szeroko i razem ruszyliśmy ku jego samochodowi.

Gdy dotarliśmy do domu, niestety po godzinie, od razu rzuciłam się na czarną kanapę i przymknęłam oczy. Jestem wykończona krzykami, piskami, błaganiami i zdjęciami oraz blaskami fleszy paparazzich.
Usłyszałam stukot rzucanych kluczy na stolik i kroki.
-Chcesz iść spać? - zapytał z troską. - jeśli..
-Połóż się koło mnie. - poprosiłam, przerywając mu. Ten spełnił moją prośbę i już po kilku sekundach leżał przy mnie. Wtuliłam się w jego ciepłą koszulkę, przymykając oczy.
Cisza, tego mi było trzeba.
-Demi?
-Hmmm? - mruknęłam sennie.
-Zostaniesz kiedyś moją żoną? - zapytał niepewnie. Otwarłam oczy i spojrzałam na niego.
-Niall.. Mamy po dwadzieścia lat. Jeszcze dużo czasu. - uśmiechnęłam się, gładząc dłonią jego polik.
-Wiem, ale Cię kocham -szepnął - Popatrz.. Zayn i Pezz się już zaręczyli.. to może.. - mówił cicho, bojąc się mojej reakcji. - może my też..?
-Oh, kochanie.. - westchnęłam - porozmawiamy jutro, dobrze?
-Mhm.. dobrze. - powiedział zawiedziony - jutro..
Przyłożyłam dłoń do jego policzka, a on delikatnie mnie pocałował. Z chwilą pogłębialiśmy pocałunek i gdy farbowany miał wsadzić dłoń pod moją koszulkę, otworzyłam oczy, a blask flesza oślepił mnie.
Dlatego właśnie nie lubię dużych okien..
Od razu zepchnęłam z siebie chłopaka i wybiegłam z salonu.
-Cholera! - krzyknęłam siadając na miękkich schodach. - nawet nie ma prywatności!
-Dem, nie denerwuj się.. - próbował mnie uspokoić. Kucnął przede mną i złapał za dłonie.
-Odkąd z tobą zamieszkałam, nie dają mi spokoju. - warknęłam ze łzami w oczach.
-A odkąd jestem z Tobą, mi nie dają spokoju! - krzyknął rozkładając ręce.
A to było jak cios w serce. Chciałam coś powiedzieć, ale od razu po rozchyleniu ust zamknęłam je. Samotna łza spłynęła po moim policzku.
Dopiero po kilku sekundach zdał sobie sprawę co powiedział. Przeczesał nerwowo włosy i podszedł do mnie na krok.
-Demi.. ja.. nie to..
-Wiem co miałeś na myśli. - przerwałam mu spokojnie - miłej nocy. - szepnęłam wstając. Chwyciłam moją kurtkę i wyszłam z domu trzaskając drzwiami.
Jednak on wyszedł za mną i próbował mnie zatrzymać. Szarpnął mnie za rękę mocno, a ja syknęłam i odwróciłam się w jego stronę.
Już tłum ludzie zebrał się w naszym ogródku co spowodowało jeszcze większe zdenerwowanie.
-Demi.. - mruknął podchodząc do mnie. - przecież wiesz..
-To może nie powinniśmy być razem? Skoro chcesz mieć spokój, proszę. - mówiłam łkając co chwilę.
-Przepraszam, wiesz że Cię kocham najbardziej na świecie. Wiesz, że bym Cię nie zostawił. - mówił przyciągając mnie do siebie. Splótł nasze dłonie i oparł się czołem o moje czoło.
-Właśnie to udowodniłeś.. - dukałam nadal płacząc.
Uklęknął na jedno kolano i z kieszeni wyciągnął małe, czarne pudełeczko. Paparazzi ciągle oświetlało nam małą, kamienną dróżkę. Kilka nawet gwizdało z zaskoczenia.
-Nie jest to najlepszy moment, wiem. - westchnął - ani za romantyczny. Miałem to zrobić wcześniej, w restauracji. Jednak los chciał, że pojechaliśmy do domu. Zapytałem Cię, czy chciałabyś za mnie kiedyś wyjść, by się upewnić. Ale znowu zbyłaś mnie.. - ucałował moje kostki w dłoniach. Zamrugałam załzawionymi oczami, zaskoczona. Czy on..? - A więc Demetrio, dużo razem przeżyliśmy, pamiętam nawet nasz pierwszy wieczór.. gdy.. sama wiesz. Pamiętam nasz każdy pocałunek, nasze każde "kocham Cię" z naszych ust i piosenkę "Kiss You", którą śpiewałem specjalnie dla Ciebie. Każda chwila z Tobą, była najlepszą jaką przeżyłem. Dlatego chcę Ci zadać to pytanie.. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz ze mną do końca życia, założysz ze mną rodzinę i uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi? - otworzył małe pudełko, a w nim ujrzałam cienki, srebrny pierścionek. - wiem, że nie lubisz złota..
-Niall.. - szepnęłam, ledwo go widząc przez łzy. - o mój Boże.. Ja..
-Proszę. - szepnął leciutko uśmiechając się.
-Tak, Niall. Zostanę z Tobą do końca życia, założę z Tobą rodzinę i uczynię Cię najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.  - powiedziałam łkając z radości.
Wstał i wziął mnie w swoje ramiona. Zakręcił mną dookoła i pocałował namiętnie.
Jestem jego narzeczoną!
Oddałam pocałunek, słysząc gwizdy i oklaski. Uśmiechnęłam się, ściskając go mocno. Łzy ciekły po mojej twarzy strumieniami. Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji..

-

Leżałam w ramionach blondyna, dokładnie oglądając pierścionek na moim palcu.
-Coś nie tak? - zapytał cicho, widząc jak dokładnie go analizuje.
-Jest piękny.. - powiedziałam nadal oglądając moją dłoń. - zaskoczyłeś mnie..
-Cieszę się, że Ci się podoba. - pocałował moje czoło i przytulił mocniej. - musimy jeszcze ustalić dużo rzeczy..
-To może urządźmy jakąś kolację u nas.. albo obiad.. - poprawiłam się na łóżku, tak by patrzeć na blondyna - no i zaprosimy wszystkich. A potem im powiemy? Hm? - mówiłam podekscytowana. On zaśmiał się, gładząc ręką moje plecy.
-Świetnie. Ale zakładam, że już wszystko jest w gazetach, zapewne połowa świata o tym wie. - stwierdził.
-Zapomniałam - pacnęłam się w czoło, marszcząc nos - to może, jakaś impreza?
-Świetnie. - mruknął zadowolony - najpierw myślałem, że się nie zgodzisz.. - dodał po chwili ciszy.
-Przecież Cię kocham - powiedziałam uśmiechnięta - wiesz o tym.
-Ale po tym co powiedziałem.. bałem się. - mówił.
-Oh.. nie wracajmy do tego, dobrze? - uśmiechnęłam się ciepło. - ważne, że jest dobrze.
-To jest najważniejsze - pogłaskał mnie po włosach.

-

-Demi!! - blondynka krzyknęła, gdy zobaczyła mnie w drzwiach sali szpitalnej. - o mój boże!
Uśmiechnęłam się do niej ciepło i usiadłam na małym krzesełku.
-Co u Ciebie? - zapytał blondyn opierając się na krześle.
-Nie będę gadać o mnie! Lepiej o was! - mówiła podekscytowana - kupiłam rano gazetę. I patrzcie co jest na okładce! - pokazała nam jedno kolorowe czasopismo.
"Czy Niall Horan oświadczył się swojej dziewczynie?! My wszystko wiemy!"
-Gratulacje. - uśmiechnęła się szczerze i uściskała nas. - oh, Dem, trzeba tyle przygotować!
-Na razie zaczniemy od imprezy. Wiesz, taka zaręczynowa. A potem pomyślimy o samym ślubie. - ścisnęłam jej rękę. - nie ma dużo do roboty, poradzimy sobie.
-Bierzmy pod uwagę też to, że Dem nie może mieć ślubu kościelnego - odezwała się.
-Dlaczego? - blondyn uniósł jedną brew.
-Dem nie chodziła do szkoły. - spuściłam wzrok. Jak mogłam o tym nie pomyśleć?
-Trudno. - mruknął blondyn schylając się koło mnie. Objął mnie lewym ramieniem uśmiechając się. - będzie cywilny.
Chłopak musnął czule moje usta, a z ust Jess wydobyło się ciche "Aww". Blondyn uśmiechnął się do mnie i ponownie pocałował, tym razem czulej.
-Idę po coś do jedzenia, nie jadłem śniadania. - wymamrotał i zniknął za drzwiami.
Zaśmiałam się i spojrzałam na przyjaciółkę, która przygryzała wargę.
-No co? - zaśmiałam się.
-Jesteście słodcy. - zachichotała słodko - od początku uważałam, że pasujecie do siebie.
-Bo byłaś pijana. - prychnęłam. - lepiej opowiadaj co u Ciebie. Dawno Cię nie odwiedzałam.
-Dzisiaj Liam przyjdzie z Davidem. Chcesz go poznać? - zapytała.
-Pewnie. - powiedziałam uśmiechnięta - a jak z Liamem?
Zamilkła. Spuściła wzrok, bawiąc się palcami.
-Ej, Jess. - podniosłam jej podbródek palcem. - co jest?
-Nie jest tak jak kiedyś.. uważa, że powinnam odpoczywać. Myśli, że nie potrzebuję czułości. Wiesz.. nie pocałował mnie od kilku dni. Rozmawiamy krótko, głównie od Davidzie. - mówiła smutno. Przetarła oczy palcami, by łzy nie wyciekły z jej oczu.
Ktoś zapukał do drzwi. Odwróciłam głowę w stronę drzwi. A w nich stał Liam z małym nosidełkiem. Uśmiechnął się szeroko do mnie, ale gdy zobaczył, że Jessica płacze, jego mina zrzedła.
-Co się dzieje? - zapytał stawiając małego na końcu łóżka. - Jess? - pytał zmartwiony, gdy ta nie odpowiadała.
-Zostawię was. - podniosłam się z krzesła. - mogę wziąć małego?
-Proszę. - Liam odezwał się nawet nie patrząc na mnie.
Chwyciłam rączkę nosidełka i wyszłam z sali. Westchnęłam cicho, patrząc na maluszka. Gdy się uśmiechnęłam, on zaśmiał się cicho.
Usiadłam na plastikowym krzesełku i wyciągnęłam chłopczyka.
-Cześć Malutki, jestem twoją ciocią, wiesz? - palcem dotknęłam jego malutkiego noska. Uśmiechnął się leciutko.
-Śliczny. - blondyn stał nade mną. Po chwili usiadł tuż koło mnie i objął ręką. - czemu nie jesteś w środku?
-Oh, dużo gadania. Później ci wytłumaczę. - spojrzałam na niego. Po chwili on pocałował mnie czule. Czułam jego cudowny zapach i smak.
Gdy spojrzałam na malucha, przyglądał się nam z ciekawością. Zaśmiałam się przez pocałunek, zerkając co chwilę na małego.
Czy ja kiedyś będę mamą?

-

No.. został jeden rozdział hihihihih
20 komentarzy i dodam ostatni rozdział a potem jeszcze epilog heheh <3
._.

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 37.

Po wiadomości od Jess, wszyscy uznaliśmy, że trzeba jej pomóc. Liam był załamany, jednak ona pocieszała go, zamiast on ją.

Tydzień później wprowadziliśmy się do nowego domu. Oczywiście Niall, jak to on, bez mojej zgody zakupił go i urządził. Prawie go udusiłam ze szczęścia, gdy oznajmił, że się wprowadzamy. 

-Niall! - krzyknęłam siedząc na czarnej, skórzanej kanapie. 
-Tak? - usłyszałam stukot butów, a zaraz po tym blondyna wychodzącego zza ściany. - coś się stało?
-Pomożesz mi w piosence? - zapytałam, robiąc słodkie oczka. Przecież musiałam mieć inspirację!
-Pewnie - mruknął - co masz?
Przekartkowałam parę kartek z mojego zeszytu i zaczęłam.

"Written in these walls are the stories that I can’t explain
I leave my heart open but it stays right here empty for days

She told me in the morning she don’t feel the same about us in her bones
It seems to me that when I die these words will be written on my stone

And I’ll be gone gone tonight
The ground beneath my feet is open wide
The way that I been holdin’ on too tight
With nothing in between.." - westchnęłam - a potem to już nie wiem..
-To jest genialne! - spojrzał mi przez ramię na parę linijek tekstu. - jak się nazywa?
-Nie mam jeszcze tytułu. - mruknęłam cicho - masz jakiś pomysł? 
Przez chwilę wpatrywał się w tekst, a po chwili spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-A może i mam. - powiedział, z wrednym uśmieszkiem. - ale.. 
-O nie.. co mam znowu zrobić? - jęknęłam i oparłam głowę o oparcie kanapy. 
-Nic wielkiego. Od rana nie dostałem całusa. - jego uśmiech wykrzywił się w smutny grymas.
Ustawiłam usta w dziubek, powstrzymując się od śmiechu, on przybliżył się i delikatnie musnął je. Jednak na tym nie skończył. Pogłębił pocałunek, przytrzymując moją głowę.
-No..od razu lepiej. - mruknął odsuwając się ode mnie. Po chwili przeskoczył oparcie kanapy i usiadł koło mnie.
-"The story of my life I take her home
I drive all night to keep her warm and time…
Is frozen (the story of, the story of)
The story of my life I give her hope
I spend her love until she’s broke inside
The story of my life (the story of, the story of)

Written on these walls are the colors that I can’t change
Leave my heart open but it stays right here in its cage

I know that in the morning now I’ll see us in the light upon a hill
Although I am broken, my heart is untamed/untainted still

And I’ll be gone gone tonight
The fire beneath my feet is burning bright
The way that I been holdin’ on so tight
With nothing in between." - westchnął a ja otwarłam buzię z zaskoczenia.
-Teraz to wymyśliłeś? - zapytałam zszokowana.
-Nie - wyszczerzył zęby - znalazłem twój zeszyt kilka dni temu i postanowiłem coś napisać.
-Dotykałeś mojego zeszytu? - podniosłam jedną brew, a on potarł czoło dłonią, lekko uśmiechając się - wiesz, że tylko ja mogę.
-No ale Demi, jestem twoim chłopakiem, chyba mogę nie? - zaśmiał się.
-Nie. - mówiłam poważnie, ale widząc zmieszaną minę chłopaka roześmiałam się na głos. - oh, kochanie...
-No co? - spuścił wzrok. - myślałem..
-No możesz przecież. - cmoknęłam go w polik. - masz coś jeszcze?
-Całą piosenkę tylko. - mruknął. Rozszerzyłam ponownie usta i podałam mu zeszyt. Ten odebrał go i zaczął pisać. Patrzałam na jego twarz uważnie i ze skupieniem. Bardzo zaskoczył mnie tą wiadomością.
Po paru minutach oddał mi kartki, a ja zaczęłam czytać.
-Kiedy ty..
-Mówiłem, kilka dni temu. Nudziło mi się, podczas twojej kąpieli. - zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem.
-Jest piękna. - mówiłam nie odrywając wzroku od kartki.
-Dobra, teraz przerwa - wyrwał mi je - idziemy do kina. - wstał i wziął mnie za rękę. Drugą sprawdził coś w kieszeni. - jeśli znajdę kluczyki z auta.
Przewróciłam oczami i pokręciłam głową.
-W kurtce.
To będzie długi wieczór.

--

KUŹWA, ZNOWU NIE MA KOMENTARZY. 
NIE BĘDĘ NIC DODAWAŁA, JEŚLI ICH NIE BĘDZIE.
TO DLA MNIE WAŻNE A WY TO OLEWACIE.
Prosiłam was o 20 a wy daliście 16.
Jeśli nie bedzie komentarzy - nie będzie rozdziałów.
Dajcie przynajmniej te 20..