sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 37.

Po wiadomości od Jess, wszyscy uznaliśmy, że trzeba jej pomóc. Liam był załamany, jednak ona pocieszała go, zamiast on ją.

Tydzień później wprowadziliśmy się do nowego domu. Oczywiście Niall, jak to on, bez mojej zgody zakupił go i urządził. Prawie go udusiłam ze szczęścia, gdy oznajmił, że się wprowadzamy. 

-Niall! - krzyknęłam siedząc na czarnej, skórzanej kanapie. 
-Tak? - usłyszałam stukot butów, a zaraz po tym blondyna wychodzącego zza ściany. - coś się stało?
-Pomożesz mi w piosence? - zapytałam, robiąc słodkie oczka. Przecież musiałam mieć inspirację!
-Pewnie - mruknął - co masz?
Przekartkowałam parę kartek z mojego zeszytu i zaczęłam.

"Written in these walls are the stories that I can’t explain
I leave my heart open but it stays right here empty for days

She told me in the morning she don’t feel the same about us in her bones
It seems to me that when I die these words will be written on my stone

And I’ll be gone gone tonight
The ground beneath my feet is open wide
The way that I been holdin’ on too tight
With nothing in between.." - westchnęłam - a potem to już nie wiem..
-To jest genialne! - spojrzał mi przez ramię na parę linijek tekstu. - jak się nazywa?
-Nie mam jeszcze tytułu. - mruknęłam cicho - masz jakiś pomysł? 
Przez chwilę wpatrywał się w tekst, a po chwili spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-A może i mam. - powiedział, z wrednym uśmieszkiem. - ale.. 
-O nie.. co mam znowu zrobić? - jęknęłam i oparłam głowę o oparcie kanapy. 
-Nic wielkiego. Od rana nie dostałem całusa. - jego uśmiech wykrzywił się w smutny grymas.
Ustawiłam usta w dziubek, powstrzymując się od śmiechu, on przybliżył się i delikatnie musnął je. Jednak na tym nie skończył. Pogłębił pocałunek, przytrzymując moją głowę.
-No..od razu lepiej. - mruknął odsuwając się ode mnie. Po chwili przeskoczył oparcie kanapy i usiadł koło mnie.
-"The story of my life I take her home
I drive all night to keep her warm and time…
Is frozen (the story of, the story of)
The story of my life I give her hope
I spend her love until she’s broke inside
The story of my life (the story of, the story of)

Written on these walls are the colors that I can’t change
Leave my heart open but it stays right here in its cage

I know that in the morning now I’ll see us in the light upon a hill
Although I am broken, my heart is untamed/untainted still

And I’ll be gone gone tonight
The fire beneath my feet is burning bright
The way that I been holdin’ on so tight
With nothing in between." - westchnął a ja otwarłam buzię z zaskoczenia.
-Teraz to wymyśliłeś? - zapytałam zszokowana.
-Nie - wyszczerzył zęby - znalazłem twój zeszyt kilka dni temu i postanowiłem coś napisać.
-Dotykałeś mojego zeszytu? - podniosłam jedną brew, a on potarł czoło dłonią, lekko uśmiechając się - wiesz, że tylko ja mogę.
-No ale Demi, jestem twoim chłopakiem, chyba mogę nie? - zaśmiał się.
-Nie. - mówiłam poważnie, ale widząc zmieszaną minę chłopaka roześmiałam się na głos. - oh, kochanie...
-No co? - spuścił wzrok. - myślałem..
-No możesz przecież. - cmoknęłam go w polik. - masz coś jeszcze?
-Całą piosenkę tylko. - mruknął. Rozszerzyłam ponownie usta i podałam mu zeszyt. Ten odebrał go i zaczął pisać. Patrzałam na jego twarz uważnie i ze skupieniem. Bardzo zaskoczył mnie tą wiadomością.
Po paru minutach oddał mi kartki, a ja zaczęłam czytać.
-Kiedy ty..
-Mówiłem, kilka dni temu. Nudziło mi się, podczas twojej kąpieli. - zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem.
-Jest piękna. - mówiłam nie odrywając wzroku od kartki.
-Dobra, teraz przerwa - wyrwał mi je - idziemy do kina. - wstał i wziął mnie za rękę. Drugą sprawdził coś w kieszeni. - jeśli znajdę kluczyki z auta.
Przewróciłam oczami i pokręciłam głową.
-W kurtce.
To będzie długi wieczór.

--

KUŹWA, ZNOWU NIE MA KOMENTARZY. 
NIE BĘDĘ NIC DODAWAŁA, JEŚLI ICH NIE BĘDZIE.
TO DLA MNIE WAŻNE A WY TO OLEWACIE.
Prosiłam was o 20 a wy daliście 16.
Jeśli nie bedzie komentarzy - nie będzie rozdziałów.
Dajcie przynajmniej te 20.. 

czwartek, 24 października 2013

Rozdział 36.

-Kochanie.. - wyszeptał mi do ucha. - powiedz coś..
-Ja.. powiem Ci, ale proszę nie mów nikomu, rozumiesz? - mówiłam, nawet na niego nie patrząc.
-Dobrze. - cmoknął mnie w czoło i spojrzał w oczy.
-Jess.. ona.. - w moich oczach pojawiły się łzy. - ona urodziła, ale..
-O boże! To świetna wiadomość! - krzyknął rozradowany.
-Ale to nie wszystko.. - pociągnęłam nosem, na co Niall zareagował szybko - wykryto u niej pewną chorobę. To rak kości.. - załkałam wtulając się w białą koszulę blondyna. On spiął się i przycisnął mnie bardziej do siebie.
-Myślę, że powinniśmy niedługo powiedzieć reszcie.. - mruknął i pocałował mnie w czoło. - Nie warto ich okłamywać, lub przeciągać. Wcześniej czy później i tak się dowiedzą
-Masz rację, Liam codziennie dzwoni do Jess.. i tak muszą się dowiedzieć. Musimy jej pomóc. - mówiłam ciągle łkając.
-Spokojnie, skarbie. - wolną ręką pocierał moje plecy.
-Ale ona może umrzeć, Niall. - ścisnęłam jego ramiona, a moje kostki zabieliły się. - boję się.
-Cii.. - szepnął - obiecuje, pomożemy jej choćbyśmy mieli wszyscy razem wydać miliony. - mówił uspakajając mnie.
-Jedźmy do domu. - zaproponowałam. On kiwnął głową i splótł nasze palce.

-

-Jess, wszystko w porządku? - pytałam zmartwiona, siedząc na kanapie.
-Tak, wszystko ok. - odpowiedziała z lekką chrypką. - najważniejsze, że mały jest zdrowy.
-Wiesz jak dasz mu na imię? - zapytałam lekko uśmiechając się.
-Nie mam pojęcia. Podoba mi się David. Tak, ślicznie. - mówiła rozmarzona.
-Podoba mi się, a co z Liamem? - zapytałam.
Zamilkła. Usłyszałam tylko jak pociąga nosem i wzdycha ciężko.
-Powinnaś z nim pogadać. - rzekłam. - Co ma byś dalej. Musicie to omówić. 
-Mam mu powiedzieć o mojej chorobie? - zapytała.
-Tak będzie najlepiej.- szepnęłam - najlepiej jeśli powiesz wszystkim. Wpadniemy do Ciebie jutro, dobrze? Na spokojnie.
-Masz rację. - ziewnęła - jestem zmęczona.
-Śpij, skarbie. - uśmiechnęłam się, mając łzy w oczach - Będzie dobrze, obiecuję.
-Dobranoc. - szepnęła. Rozłączyłam się i położyłam komórkę na stoliku.
Odchyliłam głowę do tyłu i przymrużyłam oczy. Ona nie może umrzeć. Nie może nas zostawić. Damy radę.
-Zmęczona? - głos wyrwał mnie z zamyśleń - chodź , położymy się.
-Dobry pomysł. - mruknęłam wstając. Chłopak złapał mnie za rękę i zaprowadził po schodach na górę. Z lekko przymrużonymi oczami szłam w ślad z blondynem. Gdy dotarliśmy do sypialni, chłopak rozebrał moją sukienkę oraz buty, założył na mnie jakąś koszulkę i położył mnie do łóżka. Gdy zobaczyłam jak wychodzi z pokoju jęknęłam głośno, na co zareagował po sekundzie.
-Chodź. - zachęciłam go gestem ręki. Ten westchnął i również ściągnął wszystkie ubrania. Wskoczył koło mnie pod kołdrę, a ja wtuliłam się w niego mocno. Poczułam jak obdarowuje pocałunkami moje czoło. Uśmiechnęłam się kolejny raz tego wieczoru, przez co naszła mnie nadzieja, na lepsze jutro.

-

Nad ranem nie było tak źle. Wstałam z lekkim uśmiechem na twarzy, ciągle myślałam o tym, że Jessica jednak wyzdrowieje i będzie dobrze. Musi być dobrze.
Uśmiechnęłam się szerzej, gdy poczułam jak palce Irlandczyka muskają moją skórę w talii. Odwróciłam się do niego i pocałowałam namiętnie w usta.
-Już lepiej? - zapytał cicho.
-O wiele. - uśmiechnęłam się, ponownie muskając jego wargi.
-Zamieszkaj ze mną. - szepnął, a mnie zamurowało.
-Co? - zapytałam zdziwiona. - mam u ciebie zamieszkać? - aż otwarłam usta ze zdziwienia.
-Jesteśmy razem ponad rok, musimy zrobić jakiś "krok" - zachichotał. - więc pomyślałem, że może zaczniemy od tego.
-Niall. - zaśmiałam się. - pewnie, że z tobą zamieszkam. - uśmiechnęłam się szeroko - jejku, zaskoczyłeś mnie!
On wpił się w moje usta mocno. Jego ciężar przeniósł się na mnie, lecz nie bolało mnie to, jego pocałunki zakrywały cały ból. Wplotłam palce w jego blond czuprynę, uśmiechając się.
Delikatnie muskał moje wargi, co chwilę wkładając język w moje usta. Jednak przerwało nam donośne pukanie do drzwi. Chłopak jęknął i sturlał się ze mnie, po czym pobiegł na dół. Westchnęłam cicho i opuszkami palców przejechałam po miejscu pocałunków.
-Demi! - Niall krzyknął z dołu wesoło
-Idę.. - mruknęłam, tak by mnie usłyszał. Powolnie wygrzebałam się z łóżka i zeszłam na dół szurając stopami po wykładzinie. - co się sta..
W przedpokoju stała wysoka blondynka. Lekko uśmiechnęła się, gdy otwarłam usta ze zdziwienia. Po chwili stania i wgapiania się w przyjaciółkę podeszłam do niej i zamknęłam ją w uścisku.
-Jess. - szepnęłam całując jej polik. - co tu robisz?
-Lekarz kazał mi się przewietrzyć, wziąć rzeczy z domu.. wygląda na to, że trochę pobędę w szpitalu. - zaśmiała się zadziwiająco wesoło. - mówił, że jeśli operacja pójdzie dobrze, moją chorobę wyleczą za pół roku. No i oczywiście pół roku rehabilitacja. - przewróciła oczami, a ja zaśmiałam się.
-A gdzie David? - zapytałam.
-Ciągle leży w inkubatorze. - westchnęła - za tydzień Liam go odbierze. - wytłumaczyła, a ja odetchnęłam.
-Mówiłaś im?
-Jutro wpadną do szpitala. - spuściła wzrok. - mam nadzieję że też wpadniecie.
-Oczywiście. - powiedziałam równo z Niallem. Oboje spojrzeliśmy na siebie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
-Widzę, że wam przeszkodziłam.. - blondyna zerknęła na moje gołe nogi. Poczułam jak na moje policzki wpływają rumieńce.
-N-nie.. ja spałam.. po wczoraj. - spuściłam wzrok, a Niall objął mnie w pasie. Przyjaciele zaśmiali się, na co ja schowałam twarz w dłonie.
-Będę leciała. Taxówka czeka. - powiedziała z lekką chrypką. Uściskałam ją, a następnie wyszła z domu.
Przeczesałam moje rozczochrane włosy palcami i wypuściłam powietrze z ust,
-Księżniczka głodna? - wymruczał mi do ucha. - mmm.. mam ochotę na naleśniki.
Uśmiechnęłam się i pobiegłam razem z chłopakiem do kuchni.

-

EEEEWWWW....
PRZEPRASZAM, NIE MAM WENY, ZABIERAM SIE ZA NASTEPNY.

Mam do was wiadomość.
Wiem, że mówiłam, że będzie jeszcze dużo rozdziałów. 
Ale miałam plan za kilka tygodni oficjalnie zamknąć ten blog i założyć nowy, tym razem o Louisie.
Nie mogę zdradzić wam szczegółów, ale to będzie trochę inaczej pisany niż dotychczas blog :))
Więc jeszcze 5 rozdziałów + przeskok o kilka miesięcy i koniec.
A potem zabieram sie za Louiska c: 
Kocham was! 

20 KOMENTARZY?
Ostatnio jakoś słabo.

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 35.

Schowałam telefon do torebki i szybkim ruchem podniosłam się z krzesła.
-Co robisz? - blondyn odwrócił na mnie wzrok.
-Muszę.. niedobrze mi. Muszę się przejść. - skłamałam. A co innego miałam zrobić? Wszystko mu powiedzieć? Wtedy cała grupa poszłaby ze mną. - zostań, wrócę za niedługo.
On złapał moją dłoń i ucałował w palce. Uśmiechnął się lekko, co ja mu odwzajemniłam.
-Uważaj na siebie. - powiedział gdy już szłam w stronę wyjścia. Machnęłam ręką i zdenerwowana podążyłam dalej. Gdy wyszłam na zewnątrz napotkałam kilku ochroniarzy. Stali na czerwonym dywanie pilnując fanów którzy próbowali dostać się do środka. Uśmiechnęłam się lekko machając im. Ochroniarze skinęli mi głową z lekkim uśmiechem. W oddali stało jeszcze kilku. A wśród nich stał Paul.
-Paul! - zawołałam głośno, przyśpieszając.
-Ja? - zapytał odwracając się w moją stronę. - Demi, co tu robisz?!
Westchnęłam i coraz bardziej zniecierpliwiona i zdenerwowana ściągnęłam moje szpilki. Chwyciłam parę butów w prawą dłoń i ruszyłam biegiem do mężczyzny.
-Musisz mi pomóc. - wydyszałam. - zawieź mnie do najbliższego szpitala. Jess rodzi.
Zilustrował mnie wzrokiem zdziwiony. Po chwili kiwną głową i wziął mnie pod rękę. Przeszliśmy kilka metrów do dużego czarnego samochodu. Puścił mnie od razu otwierając drzwi. Wsiadłam pospiesznie do pojazdu i zatrzasnęłam drzwi. Po chwili mężczyzna usiadł na miejscu kierowcy i ruszył z piskiem opon.
Patrząc przez okno na ludzi obok przechodzących ściskałam materiał mojej sukienki. A co jeśli coś się stanie?
-Paul proszę szybciej. - jęknęłam. - proszę.
-Jeszcze pięć minut. Nie denerwuj się. - mówił cicho. Był tak samo zdenerwowany jak i ja.

-

Miła pani zza lady wskazała mi odpowiednią salę. Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się w windzie razem z Paulem. W tym samym momencie gdy drzwi do windy się otwarły i miałam wyjść z niej, mój telefon zaczął podskakiwać w torebce. Westchnęłam i pojękując sprawdziłam wyświetlacz.
-Halo? - mój głos zadrżał.
-Kochanie, gdzie jesteś? - Blondyn mówił spięty.
-Musiałam.. źle się czułam.. ja... - dukałam prawie przez łzy, gdy zobaczyłam jak przewożą bladą dziewczynę do sali operacyjnej. - Niall, przepraszam. Muszę kończyć, nie martw się. - wrzuciłam komórkę z powrotem do torby i podbiegłam do jednego z lekarzy.
-Proszę pana! - zawołałam - co się dzieje? Jestem przyjaciółką!
Brodaty mężczyzna odwrócił się w moją stronę, przecierając czoło.
-Wystąpiły małe komplikacje, dziecko pani Crew przyczepiło się do macicy, przez co nie może wyjść. Musimy zrobić cesarskie cięcie. Inaczej dziecko umrze, a możliwe że nawet pani Crew - tłumaczył zdenerwowany. - muszę iść.
Mężczyzna wbiegł do sali zatrzaskując za sobą drzwi. A ja zostałam sama na korytarzu.
Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Usiadłam na plastikowym krzesełku i schowałam twarz w ręce. Kolejny raz czułam jak moja komórka dzwoni. Niall się martwi, może powinnam mu opowiedzieć wszystko? Ale jeśli przyjdzie tu z chłopakami? Przecież Jessica prosiła mnie bym przybyła sama.
-Demi - ktoś szeptał mi do ucha. Poczułam jak duża dłoń ląduje na moim ramieniu. - będzie dobrze.
-Ale Paul! A co jak dziecko umrze.. albo co gorsza ona?! - płakałam mu w rękaw. - co jeśli ją stracę?! A co z Liamem?! On się załamie! - łkałam.
On nie odpowiedział, tylko przytulił mnie mocno do siebie.
-Ciii.. - szepnął mi do ucha. - uwierz mi, będzie dobrze. - dał mi czułego całusa w skroń.
-Dziękuję że tu ze mną przyjechałeś. - mówiłam już bardziej spokojnie. - jesteś najlepszy.
-Zrobię wszystko, byś była szczęśliwa. - pogłaskał mnie po plecach. - Niall dzwoni.
-Nie mów mu.. - szepnęłam tylko, zanim odebrał.
-Słucham? - zapytał wesoło. Po chwili jednak jego uśmiech zniknął, za to pojawił się wstyd i zdenerwowanie. - Niall, nie zwalaj tego na mnie. Nie mam pojęcia gdzie jest..! Ja ją zgubiłem?! Nawet nie wiem...
-Niall, nie martw się, dobrze? - mruknęłam, jak najciszej, by nie zauważył, że płaczę. - spotkamy się na after party.
-Zabije tego gnoja! - warknął. - okłamał mnie.
-Niall uspokój się. - jęknęłam. - nie gniewaj się, ja mu kazałam.
-Gdzie jesteś? - wypuścił powietrze, tak, że aż zaszumiało w słuchawce.
-Jeśli ci powiem, wszyscy przyjedziecie. - podrapałam się po czole i westchnęłam - nie mogę dopuścić, żebyście przyjechali, poza tym jest gala. Wracaj tam i masz mi przynieść nagrodę, jasne? - lekko uśmiechnęłam się, mówiąc łagodnie.
-Dobrze, ale będę dzwonił co pół godziny. Okej? - zapytał już w miarę spokojnie.
-Jesteś najlepszy, kocham Cię. - mówiłam weselej, jednak dalej "nijak".
-Do zobaczenia. - rozłączył się, a ja odetchnęłam z ulgą i oddałam urządzenie Paulowi. - uh..

-

Gdy lekarz wyszedł na korytarz, od razu podniosłam się z miejsca. Jego twarz była spocona i czerwona, a warga drgała.
-Coś się stało? - zapytałam zdenerwowana.
-Nie wiem czy mogę pani powiedzieć.. najlepiej zadzwonię do rodziców dziewczyny. - mówił, na co ja zacisnęłam dłonie w pięści.
-Jej rodzice wyjechali. Do.. do Francji. - wytłumaczyłam. - jestem jej najbliższą przyjaciółką! Proszę, niech pan mi powie!
-Jessica.. wykryto u niej raka kości. Może dlatego poród się spóźniał. Oczywiście dziecko nie ucierpiało, zdrowy chłopczyk. - mówił, patrząc jak po moich policzkach sączą się łzy. - to da się wyleczyć. Rok, proszę dać nam rok, obiecuję że będzie dobrze.
-Kiedy mogę ją odwiedzić? - wydukałam.
-Niech odpocznie, jutro rano będzie idealnie. - powiedział. - niech pani pojedzie do domu i odpocznie, a jutro rano przyjedzie.
-Dziękuję, że pan ich uratował. Na prawdę bardzo dziękuję. - przeczesałam włosy palcami. On kiwnął głową i odszedł zmęczonym krokiem.
-Może wrócimy do Nialla? - Paul objął mnie jednym ramieniem i przytulił do siebie. - martwi się.
-Pewnie. - mruknęłam, nawet na niego nie zerkając. Ona musi wyzdrowieć.

Wsiadłam do samochodu, odpędzając się od fotoreporterów. Gdy już zatrzasnęłam drzwi, oparłam głowę o siedzenie i westchnęłam głośno. Starłam pojedynczą łzę palcem, przymykając oczy.
-Nie martw się, będzie dobrze. - pogłaskał mnie po dłoni, po czym zapalił silnik i ruszył.
Nie jechaliśmy długo, w sumie to nie wiem, bo obudziłam się w ramionach Paula. Niósł mnie na rękach.
Poczułam wzrok wszystkich na mojej osobie. Otwarłam oczy i ujrzałam sylwetki mężczyzn i kobiet, na końcu sali stał Niall i reszta bandu. Wszyscy stali tyłem do mnie.
-Niall, postaw mnie. - mruknęłam mu do ucha. On wykonał moje polecenie, a po chwili już stałam na podłodze. Otrzepałam sukienkę i poprawiłam włosy, gdy ktoś nagle objął mnie w pasie.
-Masz mi się wytłumaczyć, z tego wszystkiego, jasne? - mruczał mi groźnie do ucha. - jeśli nie..
-Później. - strzepnęłam jego dłonie z mojego ciała i ruszyłam w stronę kanapy, zostawiając go samego z Paulem. Przysiadłam na czerwonej kanapie i schowałam twarz w dłonie.
-Coś się stało? - usłyszałam jak Blondyn pyta mężczyznę.
-Najlepiej jeśli sama ci powie. Dotrzymuję obietnic, więc siedzę cicho. - powiedział, potem usłyszałam kroki i ciche westchnięcie.

--

Agnieszka come back!
I jak wam się podoba?
Na prawdę długo myślałam, choć nie widać..
następny będzie dłuższy c:
20 ?


sobota, 12 października 2013

Zawieszam.

Zawieszam.
Mało czasu, brak weny, szkoła, znajomi.
Poza tym mam problemy z komputerem. 
Jak dostanę nowy, lub będę miała dostęp, dodam rozdział.
Na razie to koniec, na czas nieokreślony.
Kocham was, przepraszam.. x

czwartek, 3 października 2013

Rozdział 34

Arena była zapełniona gwiazdami, zespołami i aktorami. Musiałam przyznać, że pierwszy raz jestem w takim otoczeniu. Moje serce bije szybciej, gdy jakaś sławna osoba macha mi, lub uśmiecha. Nigdy bym nie pomyślała, że takie coś będzie miało miejsce.
Ścisnęłam mocniej dłoń blondyna gdy Ed Sheeran usiadł tuż przede mną. Nie pierwszy raz go spotykam, jednak nadal chciałabym podskakiwać jak mała dziewczynka. Uśmiechnęłam się tylko do niego leciutko, kryjąc moje szczęście. On pomachał mi i przysiadł tuż koło Miley Cyrus. Jejku, nie mogę się powstrzymać od..
-Mam ochotę cię pocałować. - szepnął mi do ucha blondyn. Spojrzałam mu w oczy, chichocząc cicho. - uwielbiam czerwone usta, ale dlaczego w takim momencie? - zapytał mrucząc cicho.
-No wiesz co. - udawałam urażoną. - ja tu się staram cię zadowolić, a ty nie chcesz, żebym ładnie wyglądała. - założyłam nogę na nogę, a ręce zaplotłam na piersi. On przygryzł dolną wargę, patrząc na moje usta.
-A później? - zapytał całując mój polik.
-Zastanowię się. - zachichotałam. - przed after party.
-Mamy jeszcze pół godziny do rozpoczęcia. Może pójdziemy na spacer? - spytał z nadzieją. Przewróciłam oczami i nachyliłam się do ucha mamy.
-Wracam za niedługo. Zajmij się czymś, porozmawiaj z chłopakami, nie wiem. - pokiwała głową twierdząco, uśmiechając się przy tym. Wiedziałam, że jest zestresowana. Było to widać po jej twarzy. Pogładziłam ją po dłoni i wstałam, na nogi napotykając blondyna który uśmiechał się od ucha do ucha. Odwzajemniłam uśmiech i splotłam nasze palce.
Przecisnęliśmy się przez rząd ludzi, przeszliśmy długim, oświetlonym lekko korytarzykiem i wyszliśmy z areny tylnym wyjściem. Odetchnęłam gdy świeże powietrze wleciało do mojego gardła. Irlandczyk pociągnął mnie za jakiś autobus i przycisnął do ściany.
-No, teraz się nie wywiniesz. - uśmiechnął się chytrze, na co ja jęknęłam cicho. Jego wzrok powędrował na moje usta. - proszę tylko o jeden pocałunek, no. - poprosił cicho złączając nasze nosy. - proszę.
Pokiwałam głową i musnęłam usta chłopaka, zostawiając na nich czerwony ślad. On po chwili pogłębił pocałunek, już całkiem ścierając szminkę z moich warg. Gdy odsunął się ode mnie, wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Złapałam się za brzuch, widząc jak całe usta Niebieskookiego przybrały kolor ciemnej czerwieni. On tylko pokiwał głową z dezaprobatą i podszedł do lusterka pojazdu, by zetrzeć szminkę. Ja wyciągnęłam małe lusterko i pomadkę z mojej torebki i przejechałam po moich wargach. Znów przybrały poprzedni kolor. Uśmiechnęłam się do odbicia i schowałam wszystko z powrotem.
-No wiesz... jest mały problem.. - powiedział odwracając się do mnie. Na jego policzku widniały ślady palców, jak i na brodzie. Nie umiejąc powstrzymać się od śmiechu, zaczęłam się śmiać, jednak po chwili zakryłam usta dłonią i podeszłam do blondyna.
-Chwila. - sięgnęłam do torebki po nawilżoną chusteczkę i gdy już chciałam wytrzeć jego twarz, do głowy wpadł mi pomysł. Chwyciłam w dłoń mój telefon i skierowałam aparat na twarz Nialla. On skrzywił się, ale pozwolił na zdjęcie. Zaśmiałam się i zrobiłam kilka fotek, po czym delikatnie zaczęłam ścierać pomadkę z jego twarzy. Gdy już wszystko było wytarte, wyrzuciłam materiał do kosza i splotłam nasze dłonie.
-To nie było fajne. - mruknął.
-Trzeba nie było naciskać. - zachichotałam.
-Ugh. - jęknął wchodząc razem ze mną do ciemnego korytarza. Zaśmiałam się ściskając jego dłoń jeszcze mocniej.
Gdy znaleźliśmy się w środku, wyszukałam wzrokiem naszych miejsc i ruszyłam w odpowiednią stronę. Blondyn cały czas oblizywał usta by pozbyć się niesmacznego płynu z chusteczki.
-Jesteśmy - powiedziałam do mamy, która rozmawiała przez telefon. Machnęła ręką i kontynuowała rozmowę. Spojrzałam na chłopaków, którzy siedzieli obok Irlandczyka. Śmiali się i rozmawiali głośno, w ogóle nie krępując się, że ktoś może ich usłyszeć. A nie rozmawiali normalnie. Haha! Przewróciłam oczami, gdy Blondyn wymówił parę nieszczególnie przyjemnych przekleństw. Trzepnęłam go w ramię. On spojrzał na mnie rozbawiony.
-No co?
-Wyrażaj się. - burknęłam niezadowolona - robisz wstyd tylko.
-Ej! - naburmuszył się. - mam dwadzieścia lat, mogę robić co chcę.
-Ale tu jest pełno ludzi! Niall! - krzyczałam szeptem, bijąc go w ramię. Pocałował mnie tylko w polik i wrócił do poprzedniej rozmowy. Westchnęłam i sprawdziłam godzinę na telefonie. Jeszcze piętnaście minut.. Uśmiechnęłam się i weszłam na twittera.

"Tak to jest jak się mnie nie słucha! 
@NiallOfficial ty idioto x"

Kliknęłam "Tweetuj" i uśmiechnęłam się szerzej. Po chwili dostałam miliony powiadomień, że ktoś podał dalej, dodał do ulubionych lub skomentował. Przeczytałam parę komentarzy śmiejąc się jak głupia.

"Uuu.. widzę było całowanie!" 
"Czerwona szminka, stylowo! Haha!" 

-Ej! - blondyn pomachał mi dłonią przed oczami. - z czego się śmiejesz?
-Nic, nic.. - wrzuciłam telefon do torebki, nadal chichocząc. On uniósł jedną brew, nie wiedząc o co chodzi.
-Demetrio! - podniósł głos zabawnie. - wiesz co? Sam sobie tego poszukam. - z udawanym "fochem" odwrócił się kontynuując rozmowę z chłopakami.
Nagle wszystkie światła pogasły, a na środek wyszła niejaka Taylor Swift. Uniosłam brwi i zerknęłam na Harry'ego. Nie patrzał na nią, tylko grzebał w swoim telefonie, zapewne udając, że jest czymś zainteresowany.
Pokręciłam głową łapiąc za dłoń blondyna. Spojrzał na mnie, lekko uśmiechając się.
-Prawa autorskie! - szepnął prawie niedosłyszalnie.
-Wsadź sobie je gdzieś. - uśmiechnęłam się szeroko i ścisnęłam jego palce bardziej.
Mój telefon nagle zadzwonił. Wyciągnęłam go szybko i przycisnęłam do ucha.
-Słucham? - odezwałam się cicho, by nie zagłuszać przemowy blondynki.
-Dem.. przyjedź proszę.. - Jessica dyszała do telefonu - zaczyna się.. proszę.. sama..
-Jess? - zapytałam zdenerwowana, ale połączenie urwało się - Jess?!

-

UUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU krótki.
Przepraszam że tak długo ale mam problemy z komputerem i do dyspozycji mam tylko telefon. Poza tym szkoła, znajomi, nauka bla bla bla!!!
Przepraszam, następny rozdział postaram się napisać jak najszybciej.
Kocham was!
Przynajmniej 20 sensownych komentarzy?

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 33.

*Dokładnie dziesięć miesięcy później. 
6 lipca, 2014 roku*

-Cholera! - wrzasnęłam na cały głos, gdy nóż przeciął połowę mojego palca. Przynajmniej tak to wyglądało. Syknęłam po raz kolejny i wsadziłam go do ust, wysysając krew. - mamo mamy jakieś plastry!? 
-W dolnej szafce, pod mikrofalówką! - odkrzyknęła z góry, trochę niewyraźnie. 
Kucnęłam na przeciwko małej szafeczki i odchyliłam jej drzwi. Zajrzałam do środka, odsuwając jedną ręką syropy, tabletki i bandaże. W końcu natknęłam się na paczkę białych plastrów. Odczepiłam jeden od pozostałych, wstałam, kopnęłam drzwi zatrzaskując je i kilkoma ruchami ściągnęłam przeźroczystą folię, po czym nakleiłam go na czerwoną ranę. Pozostałe resztki z nalepki wyrzuciłam do śmietnika. Po niedługiej chwili, powróciłam do poprzedniej czynności krojenia ogórków. 
Jednak moje gotowanie, jakby tak to ująć, nie trwało długo, ponieważ mój telefon wydał melodyjkę. Wyciągnęłam go pośpiesznie i odebrałam połączenie od mojego chłopaka. 
-O której będziesz? - zapytałam od razu na wstępie.
-Za godzinę. - mruknął. - też się cieszę, że cię widzę. Po tym samotnym tygodniu, chciałem właśnie tak rozpocząć naszą rozmowę. - powiedział wesoło, ironicznie.
-Przepraszam skarbie, ale dziś mam zły dzień. - westchnęłam. - jestem strasznie zabiegana. Najpierw Jess dzwoniła, bo jej poród spóźnia się o trzy tygodnie, potem tata zadzwonił z francji i na dodatek przecięłam sobie palec. - skrzywiłam się patrząc, jak środek białego plastra wypełnia się na czerwono.
-Rozumiem. - odpowiedział łagodnie. - mam nadzieję, że ubierzesz coś ładnego. - wymruczał do słuchawki, na co ja zachichotałam. 
-Niebieskie jeansy, trampki i koszulka z logiem ACDC, może być? - zapytałam żartując. On roześmiał się nerwowo, łapiąc mój żart - to niespodzianka. 
-We wszystkim wyglądasz niezwykle pociągająco, ale tym razem postaw na coś eleganckiego, dobrze? - mówił. Ja zarumieniłam się, słysząc komplement. Prawie półtora roku razem, a nadal czerwienie się z każdego słowa, wypowiedzianego, z Niall'a ust. 
-Jak mówiłam, to niespodzianka. - uśmiechnęłam się próbując zacząć ponownie kroić ogórka. Wcisnęłam telefon między bark a ucho i mając obie wolne ręce, wróciłam do czynności. 
-Niespodzianka? - odwróciłam się, napotykając wzrokiem mamę. Gdy zobaczyła że rozmawiam przez telefon, przeprosiła cicho i machnęła ręką. 
-Mama? - zapytał.
-Mhm. - odpowiedziałam krótko. - jest bardzo podekscytowana dzisiejszym wieczorem. Szczególnie after party. - powiedziałam, a ta spojrzała na mnie chłodno, jednak z rozbawieniem i odwróciła się na pięcie, mamrocząc coś. 
-Wcale nie jestem podekscytowana! - krzyknęła z salonu - po prostu się cieszę, że wychodzę z córką i jej chłopakiem. - dokończyła trochę ciszej. 
-Słyszałeś? - zapytałam rozbawiona. 
-Tak. - zaśmiał się - muszę kończyć. Wiesz, strój na galę, sam się nie przygotuje. 
-Też się muszę przygotować. - burknęłam niezadowolona. - nienawidzę sukienek. 
-Spodnie? - zaproponował.
-Nie, dziś zrobię wyjątek, dla ciebie. - leciutko uśmiechnęłam się.
-Kocham Cię, na razie. 
-Ja ciebie też, pa. - chwyciłam komórkę i przerwałam połączenie. Rzuciłam urządzenie na stół, to samo robiąc z nożem. Nagle odechciało mi się robienia kanapek. Schowałam warzywo do lodówki, po czym kierowałam się do góry.
-Ubieraj się! - krzyknęłam przechodząc tuż obok salonu. Ta wymamrotała coś pod nosem ignorując mnie. Zmierzyłam do mojego pokoju, zamknęłam drzwi na klucz, sprawdzając czy się nie otworzą i rozejrzałam się po pokoju. Zasłoniłam roletą okno, ponieważ fotografowie często używają mojej rabiny, by zakraść się do mnie i porobić zdjęcia.
Mój wzrok powędrował na szafkę z kosmetykami, a później wiszące nad nią lustro.
-No to zaczynamy. - westchnęłam siadając na krzesełku, tuż na przeciwko lustra.

W mojej dłoni pojawił się gęsty pędzel oraz puder. Namoczyłam końcówki w proszku i przejechałam po twarzy. Kichnęłam, gdy substancja dostała się do moich nozdrzy. Jednak po chwili znów wszystko było w porządku. Nałożyłam trochę różu, podkreślając kości policzkowe i uśmiechnęłam się lekko. Następną rzeczą która wpadła mi w palce, był tusz. Zamoczyłam szczoteczkę w czarnej mazi i przejechałam po rzęsach. Od razu przedłużyły i zagęściły się. Zamrugałam lekko, ponownie przejeżdżając po rzęsach, tym razem na dole. Moje oczy powiększyły się lekko. Odłożyłam tusz, od razu łapiąc się eye linera. Zrobiłam zwinnie dwie grubsze kreski na powiekach, mając w tym wprawę. Na koniec przejechałam krwisto czerwoną szminką po moich pełnych ustach. Spojrzałam w lustro, oglądając twarz z każdej strony.
Nie lubiłam mocnego makijażu, jednak były wyjątki, w których lubiłam pokazać się z tej ładniejszej strony. Była też osoba, przy której chciałam się popisać moimi umiejętnościami malowania. Niall mówi, że uwielbia mnie w czerwonych ustach, dlatego też dziś tak je pomalowałam. Ale nie usta będą grały tu pierwszą rolę.
Wstałam z wysokiego krzesła, zmierzając do szafy. Otwarłam ją podekscytowana, spoglądając do środka. Suknia wisiała na wieszaku, okryta białym materiałem. Chwyciłam w dłonie "gwiazdkę" i zamknęłam szafę.
Rzuciłam delikatnie, ubranie na łóżko i rozsunęłam suwak białego materiału.
Moim oczom ukazała się piękna, jedwabna sukienka, do połowy ud, z tyłu sięgająca za kolana. [klik]. Moje oczy aż zalśniły, bo uwielbiałam tego kroju sukienki.
Rozebrałam się do bielizny. Założyłam czarny stanik, bez ramiączek, by nie było ich widać, gdy będę miała sukienkę.
Skończyłam siłować się z zapięciem i wzięłam materiał w dłonie. Delikatnie wsunęłam ją na siebie, poprawiając co chwilę coś, by było idealnie. Przejrzałam się w lustrze obracając wokół, z podekscytowania. Uśmiechnęłam się do siebie, ale po chwili zorientowałam się, ze moje włosy są w kompletnym nieładzie. Więc chwyciłam za szczotkę i przeczesałam je razem z grzywką. Moje włosy znacznie urosły przez ten rok, przez co grzywkę musiałam zaczesywać palcami. Nie wyglądałam przez to, źle, jednak postanowiłam że zetnę włosy, przed urodzinami blondyna.
Stałam przed szybą, wsuwając stopy w moje czerwone szpilki. Gdy stanęłam na obcasach, znacznie urosłam. Nie miałam powodów, by martwić się, że przerosnę Nialla, ponieważ byłam o głowę niższa.
Westchnęłam poprawiając włosy, i biorąc torebkę. I jak na zawołanie, mama zaczęła krzyczeć z dołu.
-Kochanie! Niall już jest! - powiadomiła mi, na co ja uśmiechnęłam się do odbicia, mając nadzieję, że oczaruje blondyna. Otwarłam kluczem drzwi i wyszłam na korytarz, po czym zmierzyłam powoli do schodów. Stanęłam przed nimi, zerkając jak Irlandczyk gawędzi z moją mamą. Miał na sobie czarny, idealnie skrojony garnitur, białą koszulę oraz krawat, a jego włosy, jak zwykle były poszarpane, jednak idealnie dla mnie ułożone. Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc jak świetnie dogaduje się z moją mamą. Kobieta była ubrana w długą, czerwoną suknię, czarne szpilki i tego samego koloru marynarkę. Jej jasne, lokowane włosy opadały na ramiona wesoło, a usta miała naturalnie różowe.
Odchrząknęłam i zrobiłam pierwszy krok na schodku. Ich oczy od razu skierowały się na moją osobę. Niall gdy ujrzał mnie całą, rozszerzył lekko usta, z zaskoczenia. Uśmiechnęłam się do niego słodko, co odwzajemnił po chwili. Chciał mnie pocałować, ale zakryłam mu palcem usta, odpychając go.
-Nie chcę rozmazywać szminki. - uśmiechnęłam się łobuzersko.Blondyn zrobił skwaszoną minę, po czym pocałował w policzek.
-Wyglądasz pięknie. - szepnął mi do ucha, złączając nasze dłonie.- mam nadzieję, że tą sukienkę jest łatwo rozpinać.
Przeszedł mnie miły dreszcz, a w brzuchu zaczęło miotać się stado motyli. Zarumieniłam się, pod wpływem słów niebieskookiego. Mama spojrzała na mnie pytająco, na co ja pokręciłam przecząco głową.

-Ślicznie ci w tej nowej sukience. - mama wymamrotała przy moim uchu, w drodze do czarnego wozu. Uśmiechnęłam się do niej szeroko.
-Ty też wyglądasz pięknie. - powiedziałam biorąc ją pod rękę. - zawsze tak wyglądasz.
-Ooo.. - jęknęła jakby zobaczyła słodkiego psiaka. - to miłe. Ty też.
Stanęliśmy przed czarną, długą limuzyną. Niall otworzył nam drzwi i gestem ręki pokazał abyśmy weszły. Najpierw podał mi rękę, pomagając mi, a gdy już wsiadłam, to samo zrobił z moją mamą. Na samym końcu, wszedł Blondyn zatrzaskując drzwi.
-Cześć wszystkim. - przywitałam się z chłopakami i Perrie. - świetnie wyglądacie.
-Ty też. - odpowiedzieli chórem, po czym wybuchnęli śmiechem. Edwards miała na sobie długą, jedwabistą suknię w białym kolorze, a jej blond włosy były spięte w kucyka. Zayn trzymał ją w za rękę.
Pozostali chłopcy byli ubrani tak samo jak Niall. Czarne garnitury, krawaty i białe koszule.
Blondyn usiadł tuż obok mnie i splótł nasze palce. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, co odwzajemnił.

-

-Jesteśmy - powiedział Harry spoglądając przez okno. Zmierzyłam wszystkich wzrokiem, ale zatrzymałam się na Liamie, który siedział koło Louisa i bawił się palcami. Jego mina nie wyrażała nic dobrego, ale kto by się cieszył gdyby ukochana osoba leżała w szpitalu i czekała na poród, zamiast być tu z nim?
-Wyjdźcie bez Liama. Pilnuj mamy. - szepnęłam na ucho Irlandczykowi, a ten tylko kiwnął głową i powiadomił resztę. Zostałam sama z nim. Szatyn zorientował się, że zostaliśmy w tyle i przemieścił się do drzwi. Ja złapałam go za rękaw marynarki, co zatrzymało go.
-Coś się stało? - zapytał, opadając na kanapę.
-O to samo miałam zapytać. - poprawiłam się na siedzeniu i poprawiłam włosy. - nie możesz cały wieczór pokazywać, że coś jest nie tak. Jess jest w dobrych rękach, nie martw się. Pojedziemy do niej po gali, dobrze? - chwyciłam go za prawą dłoń, mówiąc pocieszająco. Kiwnął głową lekko, a jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. - no, tak ma być.
-Dziękuję. - szepnął otwierając drzwi. Wyszedł z nich jako pierwszy, by podać mi rękę. Wyszczerzyłam się do niego i chwyciłam dłoń.
Zatrzasnęłam drzwi do limuzyny, a ta szybko odjechała. Wyszukałam w tłumie mojego chłopaka. Stał razem z moją mamą przy grupce dziewczyn. Kobieta była lekko zakłopotana, bo fanki pytały ją o wszystko co możliwe, a on się tylko śmiał podpisując swoje zdjęcia. Razem z Li podeszliśmy do nich, przeciskając się przez mężczyzn i kobiety. Nie do wiary, że tu jest tyle gwiazd! Właśnie Demi Lovato mi pomachała! Uśmiechnęłam się do niej szeroko, ale szatyn pociągnął mnie za rękę, przez co straciłam ją z oczu.

-

Cóż.. jednak przesunęłam  10 miesięcy.. bo ta ciąża Jess.. no sami wiece że rok to były bezsens bo by miała jakieś 3 miesiące opóźniony poród co jest niemożliwe XD

Proszę, wyraźcie swoją opinię..
Dajcie jak najwięcej komentarzy. 
Jeśli będzie mało, to będę rzadziej dodawał rozdziały.. chciałabym żebyście wyrazili swoją opinię.

środa, 18 września 2013

Rozdział 32

Wszedłem do dużego salonu. Hiszpan siedział, z okularami na nosie, dopisując i kreśląc coś co chwilę. Spojrzał na mnie przelotnie, uśmiechając się. Nie trudziłem się, by mu to odwzajemnić.
Spojrzałem na blondynkę, która stała w futrynie drzwi obserwując nas. Była smutna i zakłopotana. Gdy zauważyła, że wlepiam w nią wzrok, uśmiechnęła się krzywo i odwróciła wzrok.
-To napijecie się czegoś? - odezwała się po chwili cicho. Bawiła się palcami u rąk, nie wyrażając żadnego uczucia przy tej czynności.
-Wody - uśmiechnął się do niej szczerze Marco, a mnie zrobiło się nagle głupio, po tym jak byłem zazdrosny. Dziewczyna spojrzała na niego z lekkim, już nie fałszywym uśmiechem i kiwnęła głową. Znów zżerała mnie zazdrość.
Może po prostu powinienem dać z tym wszystkim spokój, bo przecież wiem, że ona mnie kocha.
Wpłynęła na mnie nagle fala smutku i poczucia winy, oraz trochę złości.
-Będę już leciał. - wykrztusiłem z siebie, nawet nie będąc świadomy co właśnie powiedziałem. - mam pewną sprawę.
Nie patrzałem na Demetrię. Wiedziałem, że gdybym to zrobił, to wiedziałaby mój smutek i to, że kłamię.
Wstałem i cmoknąłem ją przelotnie w usta, po czym skierowałem się do drzwi.
-Niall, poczekaj. - zawołała delikatnie, idąc za mną. Odwróciłem się, trzymając nadal klamkę drzwi do jej domu. Jej oczy, były zmęczone i smutne. - czy coś zrobiłam?
-Nie, to ja popełniłem błąd. Przepraszam, przyjadę po Ciebie jutro. - ponownie złączyłem nasze usta cmoknięciem. Ona jeszcze bardziej posmutniała, chwytając rękaw mojej koszulki.
-Niall..
Spuściłem wzrok na swoje buty.
-Nie powinienem od razu go osądzać. Ale słyszałem wiele o nim wiele rzeczy, złych rzeczy. - przerwałem jej, gdy chciała znów się odezwać. - to dla mnie trudne, że on z tobą pracuje, ale sam Ci to zaproponowałem. Wiedziałem dobrze, że będziesz z nim pracować, po prostu chciałem, abyś była blisko mnie i dobrze zarabiała. Do tego masz świetny talent, do pisania, grania i śpiewania. Nie będę wam przeszkadzać. Mam nadzieję, że te piosenki, będą świetne. Muszą być świetne, w końcu twoje, prawda? - uśmiechnąłem się niemrawo do dziewczyny. Ona pogłaskała mnie po policzku delikatnie - muszę lecieć. Spakuj się, po południu przyjedziemy po twoje rzeczy.
Zanim zdążyła się odezwać, byłem już na zewnątrz, w trakcie zamykania cicho drzwi.
Nie wierzę, że to zrobiłem.
Muszę odpocząć.
Wsiadłem z powrotem do auta i oparłem się o fotel, głośno wzdychając. Spojrzałem w jej okno. Stała koło Marco, który coś do niej mówił, ale ona patrzyła się w moją stronę ze smutkiem. Gdy chłopak zauważył jej minę, także spojrzał w moją stronę, po czym wstał i przytulił Demetrię.
Nie.
Zapaliłem silnik i wyjechałem z jej posiadłości, jak najszybciej.
-Niall, przecież ona tylko Ciebie kocha. - mówiłem do siebie, wyjeżdżając z jej dzielnicy. Znów uderzyła we mnie fala zazdrości.
Co ja robię?!

*Perspektywa Demetrii*


Gdy MC wyszedł, około dwudziestej drugiej, od razu wybrałam numer do Irlandczyka. Nie wiedziałam co się dzieje, ale wiem, że nie jest dobrze.
Po drugiej próbie dodzwonienia się do chłopaka, odłożyłam telefon i usiadłam na kanapie. Chyba powinnam pomyśleć.
Cała historia z Larrym to był szok, ale nie mam im za złe. Skoro się kochają, to niech będą ze sobą. Miłość to miłość, niezależnie od płci. Prawda?
Drugą sprawą i jest ciąża Jess, do tego związek z Liamem. To też niezła wiadomość, jak na te kilka dni. Ale przynajmniej nie będzie samotna.
Odkąd Marco wszedł w moje życie, jest trochę inaczej. Niall robi się zazdrosny, przez co rosną coraz większe kłótnie, a mnie jest coraz bardziej źle. Obawiam się, że wiem co czuje Niall. Boję się o nasz związek i to bardzo.
Horan jest zazdrosny o Marco, ale ja przecież mówiłam mu, że go kocham i on o tym wie.
Nie, po prostu wytłumaczę mu, że nic mnie nie łączy z Marco i będzie dobrze. O mi uwierzy i będziemy szczęśliwi. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Ostatnie kilkanaście dni mogę zaliczyć do najbardziej, "szalonych"? Zaśmiałam się w duchu, kręcąc głową.
Nagle uświadomiłam sobie, że jestem sama w domu. Wpadłam w lekki drżenia gdy chłodny dreszcz przeszedł po moim ciele. Ja się boję?

Mój telefon wydał brzęczenie. Chwyciłam go w dłonie i odebrałam połączenie.
-Słucham? - odezwałam się, do chłopaka.
-Dzwoniłaś.- mruknął cichutko, prawie niesłyszalnie.
-Przyjedziesz? - zapytałam podkulając nogi pod brodę. - jestem sama.
-Już jadę, jestem niedaleko. - powiedział i rozłączył się. Trzymałam jeszcze przez chwilę komórkę, w dłoniach, a po chwili rzuciłam ją na stolik i schowałam twarz w kolanach.
Nie wiem dlaczego, ale nagle złapałam wielkiego doła. Czułam się osaczona, uwięziona w tym wszystkim. Tyle rzeczy działo się w mojej głowie, jednak jedyną rzeczą która mnie teraz martwiła był Niall. Muszę porozmawiać z nim o tym, bo jeśli nie wytłumaczę mu tej sprawy, nadal między nami będzie sztywno. Ja na prawdę go kocham, nie chce go stracić przez zazdrość. Ale wiem jak to jest, jak się tracie osobę na której komuś zależy. Nathan był moim pierwszym chłopakiem, niestety nie na poważnie. Zależało mi na nim, tak jak mu na mnie, jednak nic z tego by nie wyszło, ponieważ chłopak wyprowadził się do Australii, a nasz kontakt się urwał.
Poczułam zapach papierosów, alkocholu i męskiej wody kolońskiej. Niall?
Podniosłam wzrok, rozglądając się. Blondyn siedział tuż obok mnie, obejmując ramieniem. Zmarszczyłam brwi, zaciągając się jeszcze raz zapachem. Nie mogłam się mylić, on palił.
-Jestem już. - wyszeptał przyciągając mnie do siebie. - coś się stało?
-Paliłeś? - całkiem zmieniłam temat. - czuć od ciebie fajki.
-Byłem z Zaynem. - skłamał. Widziałam jak jego dolna warga leciutko zadrżała, a oczy pociemniały. - palił w samochodzie.
-Niezła wymówka. Gdzie był? Na ulicy przed moim domem? - mówiłam z sarkazmem. - przecież powiedziałeś że jesteś niedaleko, w takim razie co tu robił? - podniosłam jedną brew.
Przez chwilę milczał, zastanawiając się nad odpowiedzią. Jednak chyba nic sensownego nie wymyślił bo westchnął i poprawił się na kanapie.
-Ah, no i piłeś. - stwierdziłam na co on zacisnął usta w wąską linię. - jesteś normalny? Pijesz, palisz i jedziesz samochodem. Ty się dobrze czujesz? - nie kryłam mojego zdenerwowania. - chcesz spowodować wypadek? - mówiłam z oburzeniem, na co on spuścił wzrok. - od kiedy ty w ogóle palisz?
-N-nie wiem.. jakoś jak byłem z Zaynem.. ja.. on mi dał jednego.. - tłumaczył się przeczesując włosy.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem i wstałam gwałtownie z siedzenia.
-Niall co ty myślisz? - mówiłam łagodnie, lecz zdenerwowana - miałeś nie pić, to po pierwsze, a po drugie, nie myślałam, że będziesz palić.. - chwyciłam się za włosy i westchnęłam cicho.
-Hej. - wstał i podszedł do mnie, chwytając w talii - palić mi nie zabronisz, bo sama to robisz. Z piciem jest trochę inaczej. Nie będę pił, przed jazdą, ale przecież od czasu do czasu mogę wypić jednego drinka, prawda? Mam prawie dwadzieścia lat, skarbie. - tłumaczył, jak bym była małym dzieckiem. Puściłam moją głowę i splotłam palce na jego karku.
-Masz rację. Ale martwiłam się, bo ten Niall Horan, przykład miliona nastolatek nie powinien pokazywać tej złej strony. Martwię się o ciebie. - mówiłam, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. On pocałował mnie w czoło, mocniej przyciągając do siebie.
-Ten Niall Horan ma też swoje życie i może robić o chce bo jest dorosły. Jednak nie będę przesadzał, obiecuję ci. - mówił głaszcząc mnie po plecach. - obiecuję. - powtórzył.
-Nadal jesteś zazdrosny o Marco? - zmieniłam temat, spoglądając mu w oczy. Poczułam jak spina się i zaciska zęby.
-Demi.. - zaczął. - nie lubię go i nie jestem zazdrosny. Wiem, że mnie kochasz, a ja kocham Ciebie. Po prostu nie dzielę go sympatią, taką jaką ty go dzielisz. - powiedział na jednym wydechu.
-Nie musisz go lubić, ale proszę Cię, nie pokazuj mu tego. On myśli że jest gorszy..
-Dobrze. - niechętnie, ale jednak powiedział. - spróbuję go polubić.
Z uśmiechem cmoknęłam go w usta i rozluźniłam uścisk. Ponownie usiadłam na kanapie, klepiąc miejsce obok siebie, dając znak blondynowi, że ma usiąść.
-To co? Pakuj się, jedziemy do mnie. - pokazał mi ten piękny uśmiech, na co ja pocałowałam go czule i pobiegłam szybko do góry.


-

Mam wam coś do powiedzenia XDDD
Nic strasznego nie bójcie sie.
Mam parę spraw.
1. W tym rozdziale jest już wrzesień (tak wiem, nie wiedzieliście) , czyli nadchodzą urodziny Nialla, prawda? Zaczęła się szkoła, ale zrobię duuuuży przeskok w czasie, dokładnie o calutki rok. Czyli 6 września, ale 2014. Przepraszam was, ale nic ciekawego nie będzie się działo..
2. Dam wam trochę podpowiedzi do następnych rozdziałów :
- Gala
Poród (Jess) 
- Przeprowadzka.
- Marco i Niall.
- Oświadczyny (haha nie, nie Dem i Nialla) 
- Urodziny (2 osoby) 
- Trasa.
- Ślub. 
- Kłótnia pomiędzy rodziną. 

No to są podpowiedzi do kolejnych 12-15 rozdziałów c: 
Możecie sobie powyobrażać jak to będzie. 

No.. proszę postarajcie się z komentarzami.
Może 20? 
;_;


Nawet jeśli nie będzie, to dzięki za czytanie..